Onet.pl pisze o publicznym transporcie zbiorowym, o znikających autobusach PKS

autobusPrzedstawiona analiza nie jest pocieszająca.
……….. Gdy prezes PiS obiecuje przywrócenie połączeń autobusowych, na prowincji jeden po drugim padają kolejne PKS-y i likwidowane są linie. O problemie pisze w najnowszym "Przeglądzie" Anna Brzeska.
Z mapy Polski masowo znikają kolejne połączenia PKS. Tylko do końca czerwca będą jeździć autobusy PKS Ostrołęka, PKS Ciechanów i PKS Mińsk Mazowiecki, a to tylko cześć połączeń, których wkrótce nie będzie.
Ekspert ds. transportu Marcin Kulinicz uważa, że potrzebne jest powstanie instytucji, która ten transport zintegruje – by autobusy, kolej i komunikacja miejska nie były odrębnymi królestwami.

Sytuacji nie poprawi ustawa zapowiadana przez Jarosława Kaczyńskiego.
W kwietniu pracownicy PKS Mława dowiedzieli się o likwidacji swojego miejsca pracy. Mirosław Zbrzezny, szef zakładowej Solidarności, do końca wierzył, że ich spółka przetrwa, mimo że już wcześniej krążyły plotki o zakończeniu działalności, a inne PKS-y Mobilisu gaszono jeden po drugim. Jego nadzieje miały pewne podstawy – jeszcze we wrześniu 2018 r. rzecznik prasowy Grupy Mobilis zapewniał dziennikarzy portalu Nasza Mława, że likwidacja nie jest planowana ……..
Z mejla od Grupy Mobilis, do której należy mławski PKS: „Głównym powodem likwidacji Spółki PKS Mława była trudna sytuacja rynkowa oraz drastycznie, z roku na rok, malejąca liczba pasażerów, którzy regularnie korzystali z usług regionalnej komunikacji autobusowej. W związku z tym, mimo wprowadzonych optymalizacji operacyjnych, nasz model biznesowy pozostawał długoterminowo nierentowny”.
W kwietniu został również przesądzony los PKS Szczecinek. Tylko do końca czerwca będą jeździć autobusy PKS Ostrołęka, PKS Ciechanów i PKS Mińsk Mazowiecki, spółek należących do Grupy Mobilis. W likwidacji są PKS-y w Ostródzie, Piotrkowie Trybunalskim i Mrągowie. Wcześniej Mobilis wygasił PKS-y w Płocku, Przasnyszu i Bartoszycach.
Spółka ma oczywiście prawo zamknąć nierentowne przedsiębiorstwo. Rządy i samorządy od dawna nie mają tu nic do powiedzenia – przypomnijmy, że Grupa Mobilis kupiła PKS-y od skarbu państwa w latach 2009-2012. Kilka innych PKS-ów zostało przejętych m.in. przez spółkę Arriva Bus Transport Polska, która w tej chwili likwiduje ich sześć (Węgorzewo, Kętrzyn, Bielsk Podlaski, Sędziszów Małopolski, Prudnik i Kędzierzyn-Koźle).
Ustawa nic nie da.
Ktoś mógłby powiedzieć: trudno, jeśli niektóre linie zostaną zlikwidowane, po uruchomieniu rządowych środków można będzie je wskrzesić. Tak się jednak nie stanie, bo nowa ustawa o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych użyteczności publicznej, szumnie zapowiedziana przez Jarosława Kaczyńskiego w lutym jako jedno z haseł kampanii wyborczej: „Przywrócimy połączenia”, nie przewiduje dla nich rozwiązań.

 

Kaczyński obiecywał wtedy samorządom złotówkę do każdego tzw. wozokilometra, co miało rozwiązać problem „białych plam” na transportowej mapie Polski. Złotówka stopniała potem do 80 gr, a ustawa co prawda jest na finiszu – 27 maja została przekazana prezydentowi do podpisu – ale nie wiadomo, kiedy wejdzie w życie, bo potrzebne będzie jeszcze m.in. rozporządzenie Rady Ministrów i porozumienie dysponenta funduszu, ministra transportu, z wojewodami. A co najważniejsze – przewiduje dofinansowania jedynie do nowych linii lub takich, które nie funkcjonują przynajmniej od trzech miesięcy. Tymczasem gdzieś na prowincji, z dala od sejmowych korytarzy, jeden po drugim padają PKS-y i likwidowane są linie – te, które dziś funkcjonują.

Czyżby lawina likwidacji PKS-ów obserwowana od jesieni ub.r. była związana właśnie z rozczarowaniem tą ustawą? Być może przedsiębiorcy już wiedzieli, że na rządowe pieniądze nie ma co liczyć, i nie chcieli dłużej czekać. Teraz pozostało im tylko wyprzedać wielomilionowe majątki: tabor, grunty, budynki.

Z drugiej strony może zanim ustawa zacznie działać, w przypadku niektórych linii, nawet likwidowanych teraz, w czerwcu, samorządy będą już mogły starać się o dofinansowanie do nich, jako „nieistniejących od trzech miesięcy”. Tak samo będzie w przypadku linii zlikwidowanych w ubiegłym roku i jeszcze wcześniej.

Tu jednak pojawia się inny problem – spadek popytu na usługę wymuszony likwidacją autobusów. Wyjaśnia to Marcin Kulinicz: – Każda oferta transportowa, żeby przyjąć się na rynku, musi się wykazywać jakąś stałością. Jeżeli mieszkam na wsi i potrzebuję codziennie dostać się do miasteczka, nie mogę polegać na autobusie, który znika na trzy miesiące i nie wiadomo, co będzie dalej. Tymczasem w Polsce poza nielicznymi rejonami (np. okolicami dużych miast, samymi miastami i miejscami, gdzie w pobliżu jest kolej) dorośli ludzie na co dzień nie mogą liczyć na autobusy.

Z tego, że nowa ustawa nic nie zmieni, zdaje sobie też sprawę Grupa Mobilis. „Niestety, ta nowelizacja została wprowadzona w życie po rozpoczęciu likwidacji. Z tego powodu znaczna część rynku została utracona. Jego przywrócenie do funkcjonowania pociągnęłoby za sobą niewspółmiernie duże koszty”, informuje biuro prasowe firmy.

Dlaczego rząd nie próbuje uratować istniejących i działających dziś linii? – Sądzę, że ograniczenie dopłat do linii nowych i tych niefunkcjonujących od co najmniej trzech miesięcy miało dać efekt nowości – stwierdza Kulinicz. – Opinia publiczna inaczej będzie przecież postrzegać pojawienie się gdzieś nowej linii lub przywrócenie kiedyś istniejącej niż sytuację, gdy pozornie nic się nie zmieni – poza kieszenią, z której pochodzi finansowanie. Co więcej, jeśli okaże się, że ustawa niewiele zmieniła, narracja rządu może być taka, że to wina samorządów.

Ale to nie wszystko. Obecnie likwidowane linie nie zostaną przywrócone z jeszcze jednego powodu – nie są ujęte w planach transportowych.

Marcin Kulinicz: – Podział środków z budżetu państwa zależy od tego, ile kilometrów linii autobusowych jest przewidzianych w planach transportowych w danym województwie. Jednak te zostały przygotowane z myślą o kolei – ponieważ marszałkowie województw są ustawowo organizatorami transportu kolejowego. Gdzieniegdzie wpisano wprawdzie transport drogowy jako transport uzupełniający, ale chyba w żadnym województwie jeszcze tych linii nie uruchomiono. Na przykład województwo mazowieckie ma wpisane do planu tylko dwie takie linie autobusowe: Płock-Zakroczym-Warszawa i Ostrołęka-Maków Mazowiecki-Pułtusk-Warszawa, a wiadomo, jak duże jest Mazowsze.
Dlaczego zatem tych linii jest tak mało? Ekspert wyjaśnia, że marszałkowie mogliby wpisać więcej, ale ograniczał ich budżet. Wskazuje też, że przygotowując plany, marszałkowie nie opierali się na planach przewozów gminnych, ponieważ transport organizowany przez marszałka musi przekraczać granicę powiatu. Linie w obrębie powiatu i tak nie zostałyby więc uwzględnione. – Efekt jest taki, że plany przygotowane przez marszałków nie odzwierciedlają potrzeb transportowych województwa – mówi Kulinicz. – Ustawa o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych użyteczności publicznej może poprawić sytuację, ale nie stwarza szans na żadną rewolucję. Z czasem może zacząć funkcjonować – tam, gdzie samorządy nauczą się z niej korzystać. Na pewno jednak nie spowoduje zmartwychwstania upadających dziś PKS-ów – kwituje.
Jak to możliwe? Nad nowelizacją istniejącej ustawy o publicznym transporcie zbiorowym Ministerstwo Infrastruktury debatuje już kolejny rok. – Nie ma na nią dobrego pomysłu – mówi Marcin Gromadzki, szef Public Transport Consulting. – Ostatni, 11. już projekt, budzi duże kontrowersje. W mojej opinii jest on nie do zrealizowania. Dlaczego? Ponieważ inny szczebel jednostki samorządu terytorialnego, tj. gminy i powiaty, ma określać potrzeby transportowe mieszkańców, a inny, tj. marszałek województwa, ujmować je w dokumencie planistycznym i „optymalizować” spełnienie tych potrzeb. Notabene mamy tu do czynienia z pomieszaniem pojęć. „Projektowanie potrzeb” to sprzeczność – potrzeby występują po stronie mieszkańców, a nie mogą „być projektowane”. Zaprojektować można natomiast ofertę transportową, która zaspokajałaby te potrzeby. Z kolei „optymalizacja potrzeb” to już totalne kuriozum (w projekcie zapisano to tak: „Marszałek dokonuje optymalizacji potrzeb komunikacyjnych, o których mowa w ust. 2a”). Bez głębokiej rekonstrukcji rynku, którą miała wprowadzić nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, nowa ustawa o funduszu nie przyniesie efektów – podsumowuje Gromadzki.

Źródło: Onet.pl

URZĄD GMINY W RYCHLIKACH
Rychliki 86
14-411 Rychliki
NIP: 578-00-08-668
Regon: 000540995
tel: 55 248 8155, 55 248 8150
fax: 55 248 8145
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
BIP: http://rychliki-ug.bip-wm.pl
www: www.rychliki.pl

obrazek